menu

Pomysł na firmę. Jak otworzyć pracownię kaletniczą

12.08.2017, godz. 09:00
Pracownia kaletnicza
foto: Super Express

W czasach gdy rynek zalewany jest przez produkty z Chin, coraz częściej chcemy mieć niepowtarzalny, wykonany specjalnie dla nas produkt wysokiej jakości – dzieło rzemieślnika – artysty. To nowe wyzwanie dla kaletników, którzy pragną wskrzesić tradycję w nowoczesnej formie.

Pracownię kaletniczą może dziś otworzyć każdy, kto ma wyobraźnię, zdolności manualne i zmysł artystyczny, ale też potrafi być dokładny i cierpliwy. Dla osób, które mają takie predyspozycje, zakład kaletniczy może być dobrym pomysłem na własny biznes.

Kaletnik wczoraj i dziś
Niektóre rzemiosła dziś już niemal nie istnieją, gdyż wyparły je masowa produkcja i automatyzacja. Jednak przy wykonywaniu niektórych czynności praca ludzka nie zawsze może być w pełni zastąpiona przez maszynę. Aby wyrób był wykonany z odpowiednią starannością, wymaga wprawnej ręki fachowca. Do profesji, w których ceni się wciąż „rękę mistrza", zalicza się kaletnika. Jeszcze niedawno galanteria skórzana była niemal zupełnie wyparta przez tanie, masowe, chińskie produkty. Rodzime marki przenosiły produkcję na Daleki Wschód, obniżając tym samym nie tylko koszty produkcji, ale też jakość. Teraz do pracowni kaletniczych przychodzą już nie tylko ludzie starsi, którzy chcą, by naprawić im skórzaną torbę czy pasek. To miejsca coraz chętniej odwiedzane przez osoby, które pragną mieć oryginalne rzeczy dopasowane do swoich oczekiwań i indywidualnych potrzeb. Z kawałka skóry kaletnicy potrafią wyczarować prawdziwe dzieło sztuki – piękną torebkę, elegancki portfel czy wyjątkowe etui na jakiś elektroniczny gadżet.
Moda na produkty popularnie nazywane hand made może pomóc w próbach wskrzeszenia tego zawodu w dawnej postaci i w przywróceniu starego, autentycznego, wyróżniającego się indywidualnym podejściem rzemiosła.

Sprawdź teź: Artystyczna pracownia ślusarska

Raczej artysta niż usługodawca
Duże zapotrzebowanie na produkty szyte na miarę, zachwycające wykonaniem i elegancją, które będą służyły przez całe lata, sprawia, że dzisiejsze firmy kaletnicze czasami bardziej przypominają pracownie artystyczne niż zwykłe zakłady usługowe. Ciągle jednak podstawą działalności wielu kaletników jest świadczenie usług. Oferta może być naprawdę szeroka. Rzemieślnicy specjalizujący się w świadczeniu profesjonalnych usług kaletniczych potrafią naprawić i przywrócić do dawnej świetności niemal każdą torbę, torebkę, teczkę, plecak czy walizkę – wymienić suwak lub podszewkę, doszyć pasek do torby, zmienić zapięcie czy pasek w zegarku czy naprawić inne zniszczone skórzane elementy. Naderwana rączka przy skórzanej teczce czy popruta portmonetka po wizycie u kaletnika będą jak nowe.

Jak pracuje kaletnik?
Czym jeszcze zajmuje się kaletnik? Wytwarza ręcznie lub maszynowo wyroby galanteryjne ze skóry, tworzyw sztucznych i materiałów włókienniczych: galanterię drobną (portfele, futerały, paski), teczki, walizki, nesesery, plecaki, torby damskie, wykonuje wyroby dla psów (obroże, kagańce, smycze). Wykonujący ten fach rzemieślnik zajmuje się również odzieżą skórzaną. Może od zera uszyć kurtkę czy lub zaszyć powstałe dziury.
Pierwszym krokiem do stworzenia wyrobu jest pomysł, następnie analiza projektu i przełożenia go na szkic techniczny. Potem powstaje szablon, wykonany z tektury lub tworzywa sztucznego. Kolejnym etapem jest wycięcie wzoru ze skóry lub innego materiału na podstawie wcześniej przygotowanego szablonu. Uzyskane w ten sposób fragmenty kaletnik łączy, ewentualnie wytłacza w nich wzory, wcześniej ustalone w projekcie. Oczywiście do projektowania wyrobów kaletniczych można też wykorzystywać programy komputerowe. Na wszystkich etapach pracy potrzebne są specjalistyczne maszyny i urządzenia do obróbki skóry, które trzeba umieć obsługiwać. Kaletnik posługuje się takimi narzędziami, jak nóż do ścieniania skoóry, znaczniki, cyrkle, szydła, nici szpagatowe, wykorzystuje maszyny szwalnicze i krojcze, liniarki, zgrzewarki, maszyny do ścieniania skór.
W związku z tym, że w dzisiejszych czasach pokrewne branże rzemieślnicze przenikają się nawzajem, wykorzystują podobne maszyny, urządzania i oprzyrządowanie warto już na starcie rozważyć połączenie usług kaletniczych z innymi – takimi jak np. np. kuśnierstwo, rymarstwo, krawiectwo, grawerstwo.

Przeczytaj koniecznie: Otwórz pogotowie hydrauliczne

Konieczne predyspozycje
Kiedyś kaletnictwo było typowym rzemiosłem. Żeby pracować w tym fachu, trzeba było przejść poszczególne etapy edukacji – ukończyć odpowiednią szkołę zawodową, zdać egzamin zawodowy, czeladniczy, a po latach praktyki uzyskać tytuł mistrza. Dziś jest inaczej. Kandydat na kaletnika nie musi już spełniać takich rygorystycznych wymogów, żadne przepisy nie regulują tego zawodu i zakład kaletniczy może otworzyć każdy. Jednak kierunkowe wykształcenie na pewno się przydaje i warto je zdobyć, żeby wiedzieć, jak zabrać się do danej pracy. Kwalifikacje można zdobyć w zasadniczej szkole zawodowej, technikum czy na kursie kwalifikacyjnym. Można też szkolić się pod okiem mistrza. Trzeba stale się rozwijać, żeby nadążać za modą, która zmienia się co sezon.
Praca kaletnika to zajęcie dość monotonne, ważna jest tu cierpliwość, ale też dokładność i staranność, bo czasami trzeba obrabiać małe elementy. By dobrze wykonywać pracę kaletnika, potrzebne są zdolności manualne, duża zręczność rąk i palców, dobra koordynacja wzrokowo-ruchowa. Żeby sprawdzić się w tym fachu, niezbędne są też inne predyspozycje, a zwłaszcza wyobraźnia. To w dużej mierze zawód techniczny, bo konieczna jest tu wiedza z zakresu obsługi maszyn i urządzeń wykorzystywanych w kaletnictwie, ale też profesja ta ma wiele wspólnego ze sztuką i tworzeniem. Czyli – potrzebne są zarówno umiejętności techniczne, jak i zmysł artystyczny, umiejętności rozróżniania barw i odcieni. Natomiast nie jest to zawód dla alergików, bo kaletnik w swojej pracy ma kontakt ze szkodliwymi substancjami chemicznymi (kleje, rozpuszczalniki).

Przeczytaj też: Otwórz własną agencję hostess

Liczy się lokalizacja
Kolejny krok to znalezienie odpowiedniego lokalu (czasami można wynająć od gminy). Najlepiej, żeby składał się z dwóch pomieszczeń (przeznaczonego dla klientów i roboczego), ale mały zakład kaletniczy można prowadzić już na 15–20 m. Ważne, żeby znajdował się w dobrym punkcie, gdzie możemy się spodziewać dużego zapotrzebowania na nasze usługi. W naszym budżecie warto przewidzieć wydatki na ewentualne wyremontowanie lokalu. Barierę może stanowić na początku zakup profesjonalnego sprzętu kaletniczego, który nie należy do najtańszych. Za nową maszynę do szycia skór marki Singer trzeba zapłacić nawet 50–70 tys. zł. Można jednak postarać się o sprzęt używany, który kosztuje dużo mniej – ok. 3 tys. zł. Potrzebne będą także specjalistyczne narzędzia, wycinarki do dziurek, noże do cięcia skóry, nożyczki, ubijaki. Do tego stół z podkładem, lada, kasa fiskalna, zapas skór i innych materiałów, nap, suwaków, nici w kilkudziesięciu kolorach itp.
Firmę musimy zarejestrować, wpisując ją do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Możemy to zrobić przez internet, jeśli mamy podpis elektroniczny lub profil zaufany na e-PUAP lub w urzędzie gminy. Urząd sam załatwi formalności związane z nadaniem numeru REGON i NIP oraz zgłosi nas jako płatnika składek do ZUS. Wpis jest bezpłatny.

Przeczytaj: Jak otworzyć sklep z artykułami patriotycznymi

Rozpoznanie rynku i reklama
Im dokładniej przeprowadzimy rozpoznanie lokalnego rynku i im więcej zbierzemy informacji na temat ewentualnej konkurencji, tym większe mamy szanse na powodzenie naszego przedsięwzięcia. Akurat w przypadku kaletników nie ma zbyt dużej konkurencji, więc mamy pole do popisu. Ale i tak warto ocenić segment rynku, na którym mamy zamiar działać (czy w okolicy są jakieś zakłady kaletnicze, co oferują) oraz czynniki, które mogą mieć wpływ na ewentualny wzrost zapotrzebowania konsumentów (dobra lokalizacja – np. w pobliżu hali targowej, supermarketu). Konieczne będzie także dokładne przyjrzenie się potencjalnym klientom, którym chcemy zaoferować swoje produkty i usługi, określenie ich potrzeb i przygotowanie odpowiedniej oferty. Dobrze jest też się zastanowić, jak dotrzeć do tych, którzy mogą być zainteresowani korzystaniem z naszych usług, określić, w jaki sposób chcemy pozyskać i utrzymać klientów oraz ustalić, jakie przewidujemy wydatki na reklamę, do kogo będzie skierowana i za pomocą jakich środków przekazu realizowana. Pamiętajmy, że zlecenia możemy przyjmować przez internet, więc potencjalnych klientów sieci już na wstępie trzeba brać pod uwagę. Coraz więcej osób szuka punktów usługowych w sieci. Dlatego też nasz zakład powinien mieć swoją stronę internetową. Warto w to zainwestować i zlecić zrobienie dobrej strony profesjonalnej firmie. Na stronie można osobiście się zaprezentować, a także zamieszczać zdjęcia i filmiki z zakładu oraz wszelkie informacje konieczne do kontaktu z nami ( nie tylko formularz, lecz także numer naszej komórki). Dzięki takiej fachowej prezentacji zyskamy zaufanie potencjalnych klientów.

Tradycja nie zaginie, mam następcę
Dariusz Bańkowski, właściciel firmy kaletniczej AKADA w Warszawie
Swój biznes zaczynałem od małej szafki, w której mieściły się podstawowe narzędzia. Z czasem wyposażyłem zakład w maszyny szwalnicze i krojcze oraz niezbędne urządzenia. Firmę prowadzę od 1994 roku. Wcześniej ukończyłem zawodówkę i technikum kaletnicze, uzyskałem papiery czeladnika, a po latach – mistrza. Uważam, że najlepszym sposobem na zdobycie kwalifikacji w tym zawodzie jest szkolenie pod okiem doświadczonego mistrza. Sam tak robiłem. Moja pracownia mieści się w dobrym punkcie, przy Hali Mirowskiej, i na brak klientów nie narzekam. Najczęściej przychodzą z drobnymi naprawami, jak np. wszycie paska do torebki lub wymiana zamka czy podszewki, ale też wykonuję wyroby ze skóry na zamówienie – np. pasek do zegarka. Czasami to benedyktyńska praca, bo rzecz jest tak zniszczona, że prawie się rozpada. Jednak dla klienta ma wartość sentymentalną i nawet jeśli się to nie opłaca, chce ją naprawić, a ja robię wszystko, żeby się udało. Uważam, że trzeba mieć zamiłowanie do tego zawodu. Sam wykonuję go z pasją i chyba przekazałem ją synowi, bo teraz razem ze mną prowadzi naszą pracownię.

WIĘCEJ